Dziennik pokładowy – moje greckie wakacje

Dzień pierwszy. Wtorek.

Przylecieliśmy wieczorem.

Pokłóciliśmy się już na pokładzie samolotu, o jakąś głupotę oczywiście.

Na lotnisko przyjechał po nas Alex, mąż Izy i wiezie nas na działkę, skąd nazajutrz wyruszamy w dalszą podróż.

Izę znam z fb, wiedziałam  że z mężem organizują żeglowanie, własnym jachtem po greckich morzach i jeszcze zimą zarezerwowaliśmy tydzień na łódce.

Teraz siedzimy na ich tarasie, Benoit wściekły, ja zażenowana, nasi gospodarze też pewnie czują się nieswojo. („zakochani, za miesiąc się żenią” a my tu taki cyrk …)

Z Benoit nie zszedł jeszcze stres związany ze sprzedażą firmy, i dopiero tu w Grecji doszło do niego (sic!), że Iza i Alex mówią po polsku i że czekają go polskie greckie wakacje.Czytaj dalej »

img_5196

Przekształć swoją codzienność (zaobserwuj…)

My kobiety żyjemy cyklem w który wpisana jest spirala zmian, a napędzają go cztery energie:

  • dwie energie, wprawiające nas w ruch, popychające do działania – jedna z silnym elementem Męskim (Wiosna), druga z silnym elementem żeńskim (Jesień)
  • dwie energie „otwierające” – jedna ku wewnątrz, w apogeum naszej Kobiecości (Zima), druga ku zewnątrz, gdy najsilniejszy jest w nas pierwiastek Męski (Lato)

Wsłuchać się w siebie i podążać za wyrażeniem swoich sezonów jest sposobem by odnaleźć swoją Dziką Kobietę, a tym samym wnieść w swoją codzienność więcej płynności i lekkości.

Czytaj dalej »

Czytam #12 – Czerwony namiot, Anita Diamant

Dziękuję Annie z za świetną rekomendację. Anna pięknie zrecenzowała Czerwony Namiot, i niewiele mogę od siebie dodac, jednak się pokuszę.

Ta książka pochłonęła mnie na kilkanaście wieczorów, może dlatego, że naprawdę nie chciałam jej zakończyć.

Na pewno pamiętacie biblijna historie rodziny Jakuba i Józefa, a jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do Biblii, Księga Rodzaju od rozdziału 29,1.Czytaj dalej »

Cztery pory roku – Jesień

Jesienne zawieruchy … lub czwarta faza cyklu

Okres :

Trwa od 3 dnia po owulacji do 3 dnia przed pierwszym dniem miesiaczki

Charakterystyka

  • Faza twórcza i kreatywna
  • Powrót energii do wnętrza

Cechy

Twórczość, poszukiwanie, dostosowywanie się

Wskazówki :

Podążajmy za nasza kreatywnością i intuicją

Biologia

  • Pęcherzyk przekształca się w ciałko żółte, które produkuje progesteron
  • Błona śluzowa macicy grubieje i stwarza warunki zagnieżdżenia się zapłodnionej komórki jajowej
  • Podwyższa się poziom progesteronu
  • Komorka jajowa, zapłodniona lub niezapłodniona, przemieszcza się w stronę macicy

Opowieść jesienna

Czytaj dalej »

Przyjęcie urodzinowe dla nastolatki

Ciężko jest zorganizować przyjęcie dla 13-to letniej dziewczyny.

Bo to już nie jest (radosne i wszystkim zachwycone) dziecko, wciąż jeszcze nie młoda kobieta (której można ofiarować seans zabiegów u kosmetyczki :-)).

Co lubią robić 13 letnie dziewczęta? Na codzień – wisieć na Snapie ioglądać YouTubersów, gadać za plecami koleżanek i kolegów, szukać swojego stylu itd.

Ale na „przyjęciu urodzinowym”?Czytaj dalej »

Cztery pory roku – Lato

Urodzajne Lato… albo trzecia faza cyklu

Okres :

Otacza owulacje – 2-3 dni przed do 2-3 dni po)

Charakterystyka

  • Faza pełna w energie
  • Otwarcie na zewnątrz: promieniujące

Cechy

Przyjmowanie, pewność, moc, współczucie (współodczuwanie)

Wskazówki :

Pokażmy się światu w pełnej naszej urody.

Biologia

  • Okres dojrzewania i owulacji
  • Szyjka macicy rozwiera się i ustawia w linii z pochwa, by lepiej przyjąć męskiego członka
  • Napięcie w jajnikach jest skrajne
  • Poziom estrogenów jest tak wysoki, ze odblokowuje przypływ innych hormonów z przysadki mózgowej, cale ciało zalewa fala hormonów, które wywołują owulacje. Po owulacji następuje okres „zawieszenia” w ciele kobiety…
  • Endometrium przestaje narastać
  • Szyjka macicy powoli się zamyka, kobieta nie jest już płodna, ponieważ komórka żyje tylko 24 godziny.

 

Opowieść letnia

Czytaj dalej »

Jak przeżyć w pełni okres – a nie tylko go przetrwać ?

Porady do Kobiet i ich partnerow , (zaczerpniete z książki *** Maitie TRELAUN, Les trésors du cycle de la femme.).
Post ten jest kontynuacją bilecików:

Cztery Pory Roku – Zima
Mal Lunée
Cztery Pory Roku – Wiosna
Cztery Pory Roku – Lato
Cztery Pory Roku – Jesien 

Opowieść dla kobiet (którą mężczyźni też powinni przeczytać)

Czytaj dalej »

Pięć miesięcy z Kakebo

O Kakebo pisałam już wcześniej, zanim zdecydowalam sie go prowadzic, i po niespelna dwoch miesiacach.

Rozumiecie teraz, ze moim najblizszym celem finansowym jest odlozenie pieniedzy na slub i wesele, tak, bysmy mogli oplacić te imprezy z wlasnych pieniedzy, nie ograniczajac ani wyjazdow na wakacje, ani innych waznych przyjemnosci.

Założyłam sobie, ze pierwsze trzy miesiące 2016 roku przeznaczę na obserwacje moich finansowych zachowan, a kolejne 9 przeznaczę na wprowadzanie oszczędności, rubryka po rubryce.
Minął zatem drugi miesiąc wprowadzania oszczędności.
Przyznam się i przed sobą i przed Wami, ze tak bardzo nie zaciskałam sobie pasa a i było kilka niespodzianek…Czytaj dalej »

Moja świątynia

Moje ciało.

Tak, moje ciało jest moją świątynią.

Dlatego o nie dbam. Odpoczywa w czystym łóżku, w sprzatnietej sypialni. Myję je co wieczór pod ciepłym prysznicem, mydłem robionym przez mydlarkę w Pirenejach, z naturalnych składników. Nakładam krem, czyszczę zęby. Rytuał.

Lubię wówczas patrzeć na siebie w lustrze, wysłać buziaka tej Agnieszce która na mnie spogląda, powiedzieć sobie komplement. Powitać, no może nie z uśmiechem, ale czułością kolejną zmarszczkę, której przysięgam, wczoraj jeszcze tu nie było.Czytaj dalej »

Detox

Patchowrki mi się porozjeżdżały, dzieci do drugich rodziców, Ben, ironio losów, do Polski. Weekend spędzam zatem w wersji solo. Wysłał mi rano mejla (po francusku:” a może zaczniemy w domu mówić po Polsku?”). Chętnie. Według tego pomysłu ja mam mówić każde zdanie po polsku i po francusku. Zobaczymy. Choć później, po polsku dopisał” tym razem na serio”.Czytaj dalej »

img_4545-1

Home made #2

Domowy Plyn do Prania
Dwa miesiące temu zaczęłam domową produkcję plynu do prania. Jak ten czas szybko mija. Wczoraj zrobiłam płyn po raz trzeci i obliczyłam,  ze w ciągu 2 miesięcy zrobiłam okolo 60 prań. (to dużo, ale jeśli wliczam w to dodatkowe pranie pościeli i ręczników, zwiazane z wynajmowaniem pokoju w Airbnb, to wychodzi że ok).

Pranie jest czyste tylko mankamentem płynu jest … brak t e g o zapachu, do którego byłam przyzwyczajona cale życie. Pranie nie pachnie bowiem niczym.Czytaj dalej »

Bobo

Zainspirowała mnie Ann i chciałabym podzielić się z Wami pewną myślą, która zawitała u mnie po przeczytaniu komentarza pod jej postem Skala Odpowiedzialnosci (polecam)

Otóż uważam (uważałam i będę uważała) że w życiu liczy się każdy gest. W związku. W diecie. W sporcie. W stosunkach z rodziną i znajomymi. W codzienności.

Opowiem Wam dziś o „bobo”.Czytaj dalej »

Kompost w wielkim miescie

Jak podaje oficjalne źródło  każdy mieszkaniec aglomeracji „Grand Lyon” produkuje 245 kg odpadów. „domowych” rocznie.

Ja + Ben + 2x Nasze Patchworki/2 (bo mieszkają polowe roku u Drugich Rodziców) = statystycznie : 735 kg śmieci, co roku.

Statystycznie 120 kg z tej prawie tony stanowią odpady „fermentowalne”, można wiec je kompostować.

Miesiąc temu przyszedł do mnie piękny pojemnik na kompost od ecovi.Czytaj dalej »

Zero Śmieci ? 

Jestem w podróży. Benoit był kochany i odwiózł mnie na dworzec o 5h30. A ja byłam tak nieprzytomna, że zostawiłam w samochodzie torbę ze śniadaniem i metalową butelkę z wodą.

Bo kiedy mogę, to szykuję i zabieram prowiant ze sobą. Nie tylko za względów ekonomicznych czy dlatego, że tak jest zdrowiej.

Rownież by uniknąć tego :


Czytaj dalej »

Czytam 9

9#Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość, Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka.

 Te książkę kupiłam w dniu szczególnie nieszczególnym : wracając z Wielkanocy w Polsce, w księgarni na gdańskim lotnisku. Usiadłam później by poczytać wiadomości i pierwsza była właśnie ta o śmierci księdza Jana.Czytaj dalej »

img_4075

#16 – Wdzięczność (dzień szesnasty )

Dziś wypełniamy „magiczny czek”, z suma jaka sobie życzymy otrzymać… I umieszczamy go sobie na ścianie, w portfelu, w książce – tak, by nasz wzrok padał na niego regularnie. Za każdym razem, kiedy na niego patrzymy, wyobraźmy sobie, jak spędzamy te pieniądze :)

(w Polsce prawdopodobnie czeki wyszły z obiegu :))

***

Co zrobiłabym z suma, która zapisałam sobie na karteczce ?

Spłacam kredyt za mieszkanie. A właściwie to za Studio tez.

„Zabezpieczam” finansowo ewentualne studia mojego dziecka. Lub, jeśli nie chciałaby wykorzystać tych środków na studia, pomagam jej w jej własnych projektach (ale nie za dużo. Kiedy cos się otrzymuje na tacy, to tak często bywa, ze się to uznaje za pewniak, za „należne mi” i się o to należycie nie dba. a poza tym to frajda przeciez osiagnac cos samemu).

Następnie wyjeżdżam w podróż dookoła świata. Może na rowerze ? Oczywiście rower od czasu do czasu jest przewożony pociągiem, autobusem, samolotem czy statkiem. Taka kilkutygodniowa podroz statkiem, gdzie mozna dostac i choroby morskiej i zapytac sie „poo co ci to k* bylo?, pobyc sama ze soba lub z Towarzyszem Podrozy.

Sypiam czasem w hotelach z sauna, a czasem w hostelach. Czasem wynajmuje mieszkanie w Airbnb, a czasem rokladam namiot.

Jadę najpierw do Meksyku a stamtąd do Ameryki Południowej. Az do Ushaii. Hiszpańskiego uczę się po drodze :)

Następnie zwiedzam Oceanie : zaczynam od Tahiti, później Australia, ale zahaczam tez o Nowa Zelandie.

Po drodze kradną mi rower. Ale gdzie ?

Na kilka miesięcy wybieram się do Indii, tak, akurat przez Japonie, Taiwan i Malezje, bo koniecznie chce zobaczyć ten park z Orangutanami.

Z moich obliczeń wynika, ze taki roczny break kosztuje tyle co Rolex, a jak się człowiek dobrze zakręci to dwuletni najwyżej tyle co Tesla.

Od czasu do czasu place bilet lotniczy mojemu dziecku, żeby dołączyło do mnie na kilka tygodni.

Gdy zdobywam pozwolenie na prace czasem bywam kelnerka, czasem baby-sitterka lub daję lekcje francuskiego. Albo robię zdjęcia. Ślubne. Bo umiem.

Co może mi pomóc przedłużyć podróż.

A kiedy już mi się chce, to wracam do Polski, na Warmie, i konstruuje sobie w lesie nad jeziorem domek z drewna, taki wiecie, z wielka izba (może nie tak wielka, jak w Hateful 8 Tarantino), w której jest i kuchnia i jadalnia i salon z biblioteka, i miejsce na gościnna kanapę, za ściana łazienka (i sauna), za druga ściana sypialnia z dużym, wygodnym łóżkiem.
Mam ogródek, ze szklarenką, a co, zebrałam bowiem wiedze o permakulturze, czas by ja wykorzystać.

Od lat żyje przecież w sposób minimalistyczny. Produkuje mało odpadów, jem co mi ziemia obrodzi, albo co zdrowego uda mi sie kupic,  a żeby te wszystkie doświadczenia nie zaginęły, zdobywam etat nauczycielki francuskiego w najbliższej mieścinie i wkładam dzieciom do głowy, ze warto mieć marzenia i je realizować.

W wolnych chwilach ćwiczę jogę (czyli codziennie), zakładam Towarzystwo Miłośników Ziemi (tu nazwa regionu w którym się zakotwiczę:-)) i raz w tygodniu,czemu nie po Mszy? chodzimy sobie po lesie i nad jeziorem i zbieramy śmieci, ktore pozostawili po sobie mniej ogarnięci wielbiciele natury. 

No i Irenka przyjezdza do mojej chatki Baby Jogi 4 razy do roku, z przyjaciółmi, później z rodzina.
Zycie jest piękne :)

***

Jestem wszieczna za 

1. Długi poranny spacer z Pepperem nad rzeką

2. Za uśmiech mojej córki rano, po przebudzeniu. 

3. Za ładną pogodę i śpiewające ptaki. I za to, że dostrzegam tę wiosnę

4. Za kwiat magnolii na balkonie

5. Za interesujące blogi, ktore dzisiaj czytałam. Tak jak moje dzieci nie oglądają telewizji (tylko YouTube) tak ja nie czytam już gazet (niestety, przepraszam wszystkich dziennikarzy), tylko najcześciej blogi.

6. Za kolejny udany dzień w pracy.

7. Za to, że mogłam zawieźć dzieci na koniki.

8. Za pyszną tartę pomidorowo-kozią

9. Za wspólne oglądanie Mamma Mia z dziewczynami

10. Seans jogi przed snem.

I za propozycję robienia zdjec ślubnych (mimo,że przestałam oficjalnie w zeszłym roku, po prostu ktoś mnie poprosił u szefowej;-)), za planowanie wakacji w Grecjii, za szczerość sama ze sobą, za… Ach, dużo bym mogła jeszcze pisać…

Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym „Rozwojem osobistym

Jak zmiana sposobu myślenia wpływa na jakość naszego życia?

Zamiast odpowiedzi opowiem Wam o mojej wizycie z córką u fryzjera.

Wybrałyśmy się do fryzjera razem po raz pierwszy w jej dwunastoletnia życiu. (Jak dotąd do fryzjera zabierała ją bez mojej zgody i wiedzy jej macocha).

Umówiłam się na wizytę już dwa tygodnie temu. Trąbiłam Irce o tym przez cały weekend. Cieszyłam się jak dziecko, że spędzimy razem, tylko ona i ja, miły wieczor.

I oto wraca me dziecię do domu, rzuca plecak i ochoczo wyrywa się wyprowadzić Peppera na spacer, z koleżanką. Czytaj dalej »

img_3890-1

Home Made

Kochany Pamiętniku.

Wezmę z dzisiejszego dnia kilka minut aby sobie wypisać, co udaje mi się robić sposobami domowymi.

Pasta do zębów. 

Właściwie nie jest to pasta do zębów (bo wierna jestem i pozostanę pomarańczowym tubkom od Elmexa) tylko środek na pozbywanie się kamienia nazębnego. Przepis otrzymałam od mojej dentystki (która nie daje mi żadnych „super produktów” ani lekarstw – profilaktyka i profilaktyczne wizyty dwa razy do roku). Trafiłam do niej z ostrym zapaleniem dziąseł spowodowanym właśnie kamieniem nazębnym. (W nawiasie napiszę, że jak się pije alkohol, to naraża się na ryzyko podniesienia poziomu PH śliny, i szybszego powstawania kamienia, a kawa i herbata powodują, że on ciemnieje:)).

Składniki:

  • Woda utleniona .
  • Bicarbonate De sodium (czyli wodorowęglan sodu, czy też soda oczyszczona).

Mieszamy małe ilości, tak by powstała papką, ktorą myjemy sobie zęby 2 razy w tygodniu (lub cześciej, gdy jest taka potrzeba), na przemian z pastą do zębów. Zastepuje z powodzeniem płyn do płukania jamy ustnej, ktory kupujemy w aptekach. Oszczędność rzędu kilku euro. Ale wżniejszy od kilku euro jest fakt, że nie kupujesz kolejnej plastikowej butelki, kolejnego opakowania (a i soda i woda utleniona mają masę innych zastosowań w domu i przy pielęgnacji urody).

Płyn do prania.

Skladniki:

  • 100 g Mydła „do prania”  (ja kupiłam kostkę 400 g savon de Marseille, za 3 euro). Ważne jest, by mydło, którego używamy, nie zawierało gliceryny (bo ona sprawia, ze ubrania staja sie nieco “wodoodporne”)
  • 3 łyżki stołowe albo Bicarbonate de Sodium (sody oczyszczonej) albo Cristaux de Soude (Węglan Sodu) (okolo 2-3 euro)
  • 3 litry wody.
  • Olejek eteryczny (ktory sie placze po mieszkaniu od kilku miesiecy)

Sposób wykonania?

Ścieramy mydło na tarce warzywnej.
Gotujemy 2 litry wody I rozpuszczamy w niej mydło. Mieszamy. Kiedy mydło jest rozpuszczone, dodajemy bicarbonate de sodium lub cristaux de soude. Mieszamy, mieszamy co pewien czas, do wystudzenia, ponieważ mieszanka gęstnieje. Kiedy całość się przestudzi dodajemy pozostały litr wody (może być zimna) i dodajemy kilka kropli olejku eterycznego (ponoć skuteczny sposób, zapobiec pleśnieniu mieszanki) .

Do tej pory stosowałam kapsułki z mydłem z Marsylii J firmy Persil. Akurat skończyły mi się kapsułki do prania, kosztują takie okolo 11 euro/26 kapsulek. 3 Litry (okolo 100 ml plynu na pranie, czyli 30 pran) to wydatek mniejszy niz 1 euro.

Poza niewątpliwie interesującym aspektem finansowym jest jeszcze opakowanie . Sodę i kryształy sodu sprzedaje się w papierowych torebkach, kosztują grosze i starczają na długie miesiące. Mydło nie ma opakowania w ogóle, sprzedaje sie je w kostkach. 

Piorę tak już drugi tydzień. Najpierw oczywiscie testowalam posciel, reczniki, koszule Bena, pozniej ubrania dzieci (od jazdy konnej) – swietnie sie dopraly – i dopiero na koncu pozostale rzeczy :)

Zamiast płynu zmiękczającego, wlewam biały ocet. (Którego naturalnie po praniu nie czuć)

Makrame

Która wykonaliśmy wczoraj wieczorem z dziećmi. 

   

 Instrukcja znajduje się tutaj:

Potrzebujemy sznurka i doniczki do zawieszenia kwiatka. Sznurek kosztuje 1,80€ w pobliskim sklepiku, doniczki i koraliki są z odzysku.

W następnym razem zajmę sie sadzeniem groszku i zielonej fasolki : szybko rosną, ładnie pachną, moze dadzą jakies owoce ale przede wszystkim zazielenią nam loggię :-)

img_3859

Czytam 7,8

7# Irvin Yalom, Problem Spinozy.

Pozytywną stroną tej lektury, jest bez wątpienia fakt poznania życiorysu Spinozy. Przyznam, że sama z siebie nie wpadłabym na pomysł przeczytania jego biografii. Autor jest amerykańskim psychiatra, erudyta i z zaciekawieniem czytałam jego analizę charakteru i postaci Spinozy. Na przykład, za swoje poglądy został objety heremem, czyli żydowską ekskomuniką. Ale i przez chrześcijan uważany był za ateistę. Nie mógł się ożenić, wybrał życie w celibacie i umiłowanie szukania prawdy.Czytaj dalej »

img_3858

Ćwiczenia szczęścia #4

Ćwiczenie #5 : Moje wady – co z nimi zrobić ?

To chyba jedno z moich ulubionych ćwiczeń programu.

Prawdopodobnie przeszliśmy już przez taki okres w życiu, kiedy widzieliśmy w sobie same wady, w stylu : „jestem gruba, brzydka, głupia, nic nie umiem i nikt mnie nie kocha”.

Laurence, specjalistka od Mindfulness, o której pisałam już przy okazji ćwiczenia “Rodzynek” poprosiła uczestników programu o napisanie takich właśnie wad, czarnych i destrukcyjnych myśli, którymi siebie karmimy.

Okazuje się, ze brak wiary w siebie, brak poczucia własnej wartości jest tym, co sprawia, ze czujemy się wszyscy szczególnie nieszczęśliwi.Czytaj dalej »

img_3683

Joga śmiechu

Znajdziecie ja we Francji pod nazwa Yoga du rire, a w krajach anglojezycznych Laughter yoga.

Wybralam sie dzis na te zajecia, chociaż w planach miałam prawdziwa joge.

Ale coś mnie podkusiło, żeby wejść na strone  http://www.onvasortir.com/ . Dla tych, którzy nie znaja konceptu OnVaSortir, czyli OVS, jest to strona spotkan towarzyskich. Nudzi Ci się? Nie masz z kim wyjść ? Pograłbyś w badmintona ale nie masz pary ? Może spływ tratwą ? Albo partyjka gry w karty ? I masz już dość chodzenia sama do kina? No to zajrzyj na OVS.Czytaj dalej »

11415641101

Ćwiczenia szczęścia #3

Na specjalne życzenie Kasz oto kolejne „ćwiczenia szczęścia” przedstawione w programie J’ai décidé d’être heureux o którym pisałam wcześniej.

Tutaj znajdziecie : ćwiczenie „okazuję szczodrość” Tu ćwiczenia „Rodzynek czyli o ćwiczeniu uważności” i : „Gimnastyka Zwierzątek albo coś o spojrzeniu otoczenia”

Czwartym Ćwiczeniem szczęścia jest „List na 85 urodziny”.Czytaj dalej »

11415641101

Zadecydowałem być szczęśliwy lub Ćwiczenia szczęścia #1

„Szczęście – albo się je ma albo się go nie ma”. Mówi Stephane Plaza (dla niewtajemniczonych: jest to Francuz, agent handlujący nieruchomościami, który stal się prezenterem dość popularnego we Francji programu typu reality show o kupowaniu i sprzedawaniu nieruchomości.

Nic bardziej mylnego – odpowiada mu Jordi Quoidbach, naukowiec specjalizujący się w Psychologii Pozytywnej – Na szczęście się pracuje.Czytaj dalej »

10926246_10206037104031806_2563738786983750785_o

Jak Przetrwac Zime (w Lyonie)?

 

„Jak jest zima to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury”.

Od kiedy mieszkam w Lyonie, czyli paręnaście lat, nie pamiętam ostrej zimy. W styczniu bywa, że kwitną nam czasem w parkach stokrotki. Oczywiście, fajnie jest usiąść sobie w kafejce na placu,  przy stoliku łapać promienie słońca, ale tęskno za zimą i śniegiem…
A może tak wybierzemy się na narty, w Alpy ?Czytaj dalej »

14_l_ossuaire

Straszna Historia (z Lyonem w tle)

Co trochę mamy tu w Lyonie, na co dzień, jakieś mrożące krew w żyłach historie: tu napad na bank, tam uprowadzenie i odcięcie głowy oraz próba wysadzenia w powietrze fabryki…

Ale… zostawmy na chwile współczesność, przenieśmy się 200 lat z hakiem wstecz, tu strasznych historii też jest bez liku.

Jest koniec roku 1793. Stoimy na „równinie Brotteaux” pod Lyonem….

Trudno mi sobie wyobrazić to „pod Lyonem”, gdyż jest to dzielnica w której aktualnie mieszkam. Czytaj dalej »

Czytam „Antispéciste” Aymeric Caron

Czytam a właściwie podczytuję książkę Aymerica Caron.

To lektura dla mnie trudna, bo choć większość zawartych w niej informacji jest mi już znajoma, jego bardzo spokojny, prosty, narracyjny styl pióra sprawia, że te wiadomości bomradują mój mózg.

Wysadzają w mnie schrony, do których pochowała się świadomość a pózniej nic już nie może być tak jak przedtem. Aby zagospodarować dziurę po leju potrzebuję przetrawić informacje, dodać kilka nowych elementów, coś jakby pastyleczki z Matrixa, niebieską czy czerwoną? by się zrekonstruować.

Zaraz wyjaśnię bliżej o czym chcę napisać, pozwolę sobie na krótki wstęp:

Wychowałam się na mięsie. Zapach dobrze usmażonego steka jest mi wciąż przyjemny i apetyczny.

Ale świadomość tego, w jaki sposób hodowane są zwierzęta przeznaczone na ubój i produkcję mięsa przeszkadza mi je konsumować. 

Antispeciste, czyli ktoś, kto nie robi różnicy między gatunkami. Czy ja jestem, ty jesteś „specystą” ? Dzisiaj – założę się że tak.
Dzisiaj robię różnicę miedzy moim psem a kurczakiem, którego „nóżki” kupuję mojemu psu do jedzenia. 

I to przyznam, jest w mojej sytuacji jednym z paradoksów, z którymi sobie nie radzę. Z jednej strony nie jem mięsa, bo jestem świadoma tego że im więcej mięsa bede kupowała, tym więcej zwierząt będzie hodowanych na ubój. 

Z drugiej, mój pies jest zwierzęciem mięsożernym i konsumuje 500 gr mięsa dziennie.

Dziś wiem, że gdybym znów chciała przygarnąć zwierzę, które bedzie pasowało do mojego dzisiejszego systemu wartości, kupię sobie kozę. :-)

Co wkomponuje się zapewne w moje plany na życie. Póki co, po próbie przerzucenia Peppera na chrupki wegetariańskie, przyznaję się do porażki, kupując mu kurze udka. Ale się nie poddaję.
Zatem, z jednej strony, jak prawdziwa hipokrytka, dbam o mojego Peppera, chadzam z nim na spacerki, obdarzam pieszczotami i czułymi słówkami po czym otwieram lodówkę i daję mu kawałek ścierwa (bo chyba tak nazywamy martwe zwierzę?), ktore on z apetytem pałaszuje.
My tu w Europie kochamy się w kotkach i pieskach, a w Azji sprzedaje się mięsko z naszych Burków i skórki z Mruczków, na reumatyzm.

To jest wlasnie „specyzm”. Dyskryminacja – czyli nierówne traktowanie – rożnych gatunków.

I o nowym nurcie w holistycznym postrzeganiu naszej obecności na planecie Ziemia, naszej codzienności i zmianach, jakie są konieczne, o antyspecyzmie, przepraszam, antygatunkowość nie pasuje mi tu jako przekład, jest ta książka.


Antispécisme nie jest wiarą ani przekonaniem, pisze pan Caron.

Jest etyczną konsekwencją tego, co nauczyły nas ostatnie odkrycia w paleoantropologii, biologi molekularnej, etologii czy 

Antispécisme jest ściśle związany ze świadomością tego, czym jest Vivant (To co Żyje) i Świat, lub Wszechświat.

Ta nowa świadomość naszej roli we wszechświecie tworzy pewne obligacje, które konsekwencjami przerastają zakres tylko praw zwierząt. Antispecism jest tylko jednym z nurtów rewolucji moralnej i politycznej, której ulegnie już niedługo Człowiek. Wg pana Caron, dewizami tej rewolucji będą : lien (powiązanie), cohérence (spójność, koherencja) i responsabilité (odpowiedzialność)

Wszystko jest powiązane.

Więzi, ktore nas jednoczą, jako ludzi – związki, małżeństwa, rodzina, przyjaciele, kluby (pozdrawiam Klub Polki na Obczyźnie;-)), społeczeństwo oraz więzi, jakie nas łączą z naszymi kuzynami – zwierzętami, czy z innymi elementami Życia – roślinami, niebem, oceanem.

Jeśli odrzucimy to co łączy nas ze zwierzętami, to co łączy nas z roślinami, Księżycem i niebem, które zapewniamy satelitami, z oceanem na którym Człowiek stworzył Plastikowy Kontynent, grozi nam zagłada. A ocieplenie klimatyczne (które dzisiaj nawet inteligentni i wykształceni ludzie negują!) jest jedynie przedsmakiem katastrofy która nas czeka.
Do książki jeszcze powrócę tu na moim blogu – pamiętniku.
Na razie odnotuję kilka innych spostrzeżeń. Na olimpiadzie w Rio kilkunastu atletów – medalistów zadeklarowało się jako Veganie. Niezmiernie mnie to cieszy, ponieważ od lat pokutuje przesąd, że na diecie roślinnej nie da się zdrowo żyć, w pełni sił. Sukces wegańskiej sportowców jest ważny i powinien być podkreślany – aby z osób, które rezygnują z mięsa przestać robić ofiary, uciążliwe bucki, dla których trzeba szykować osobne menu podczas kolacji. Aby stały się one dla nas wzorami – z racji tego, że już są mediatyzowane, nie tak jak 99% wegan, którzy swoje hummusy robią tak z boku, by nikomu to nie przeszkadzało. 
Ten nieszczęsny argument „bo człowiek zawsze mięso” niezwykle mnie bawi, szczególnie, podkreślam, w Polsce. 

Rozumiem, że w 2016 Roku można zapomnieć, że jeszcze w drugiej połowie XIX wieku panowała pańszczyzna. A arystokracja i ziemiaństwo nie stanowiły 10% populacji. Zatem Pańszczyźniany Chłop, szanowny przodek przynajmniej 3/4 części naszego dzisiejszego społeczeństwa, nie jadł mięsiwa codziennie, bo oddawał zwierzaki do dworu, pościł kilka długich razy w roku, niekoniecznie dla zdrowia i przyjemności (jak to mimochodem odnotował chociażby Prus w Lalce).

Kiedy ubijano świniaka zbiegała się wieś i robiła zapasy na miesiące. 

Nie mógł on sobie chodzić na polowania, jak król Zygmunt Trzeci Waza, że „puszczę oczko temu misiu”, nie każdy był kłusownikiem i nie każdy myśliwym. 
Rozumiem te wielkopańskie zapędy, też jako szczyl czytałam o ucztach w Ogniem i Mieczem i marzyłam o tym, by w moich żyłach krążyła szlachecka krew :-).. Ale na Boga, wymyślcie kochani mięsożercy coś innego niż „bo tak zawsze było”.
 Ostatnie 50 lat postępu i innowacji (mięso dla każdego !) zniszczyło tradycje hodowlane (i rolnicze w ogóle) co powinno nas wszystkich przerazić i zastanowić, co dalej.
Na razie głaszczemy naszą buntującą się świadomość, sięgając po „mleko od szczęśliwej krówki”, po cielęcinkę z cielaka, który radośnie zażył słonecznego lata w gospodarstwie bio i organic (a i tak skończył w rzeźni, oddzielony wcześnie od matki, żeby nie marnować mleka), sama krowa zresztą, sztucznie zapłodniona co najmniej 2 razy w roku też trafi do rzeźni, kiedy tylko zmniejszy się jej mleczna wydajność…
Nie, no, kiedy to się czyta, ma się ochotę przestać jesc mięso. Ale na krótko, bo zaraz mignie nam reklama jogurtu, z krową na słonecznej łące w tle, w sklepie jest promocja i w ogóle zawartosc tego plastikowego kubeczka ma na prawdę jakos związek z krowią mamą ryczącą z żalu po tym, jak przedwcześnie odebrano jej dziecko po to, by nasze dzieci mogły wcinać bitki? 

A jednocześnie oburzamy się, planeta cała się oburza, gdy w Japonii masakruje się co roku setki delfinów. 
Gdyby nie nasze parcie na mięso, nasze codzienne wybory i głosowanie portfelem, zmniejszyłaby się ilość zwierząt hodowanych dla mięsa. Czy wiecie, że większość tych naszych zwierząt hodowlanych nie rozmnaża się bez ingerencji człowieka? 
Wzrost świadomości, że ktoś – zwierzę – cierpi dla naszej przyjemności zmieni nasze społeczeństwo.

Gdyby rzeźnie miały okna, ludzie nie jedliby mięsa.

I ja bardzo się cieszę, że jestem częścią tej zmiany. 

Czytając „Lalkę”

Minęło ponad 20 latod kiedy zamknęłam Lalkę i pożegnałam się (z ulgą) z Wokulskim i panną Łęcką.

20 lat lektur przeróżnych. I coś mnie tknęło.
To chyba się nazywa désespoir po francusku, kiedy przechadzając się po polskich i francuskich księgarniach mijam półki obłożone „nowym” Musso, „nową” Nothomb.

Dzisiaj, czytając Prusa, z całym 20-to letnim bagażem lektur post szkolnych, odkrywam te wszystkie detale, które umykają nastolatkom. A dzięki internetowi to czytanie jest … Interaktywne, co rusz to ciekawostka

Na przykład  odkryłam, że marka perfum, tak zachwalanych Izabeli przez Rzeckiego, Atkinson, istnieje do dziś i ma się swietnie ! (Sprawdźcie sami :))Czytaj dalej »